Bardzo ciekawie wygląda również specjalny wypukły nadruk na górnej i dolnej części tarczy, który dodaje fajnego smaczku i utwierdza nas w przekonaniu, że marka z Genewy przywiązuje bardzo dużą uwagę do detali. A jak na tym tle wypada najtańsza, męska propozycja Rolexa? Mówiąc krótko - Oyster Perpetual daje radę. Mechaniczna (aczkolwiek w sumie pełni też pierwszoplanową rolę estetyczną) cześć Defy Classic to manufakturowy, bazowy kaliber Zenitha – Elite 670 SK. Automatycznie nakręcany, mierzący raptem 3,88 mm grubości werk ma 50h rezerwy chodu. Jego krzemowy wychwyt (koło wychwytu i kotwica) – technologia na którą Zenith stawia coraz odważniej – tyka z częstotliwością 4Hz. Przejdźmy więc do tematu tego testu – najnowszego wcielenia zaprojektowanej przez nieżyjącego już niestety Gentę i usportowionej przez Gueita wersji Royal Oaka. Offshore to przede wszystkim dwa kluczowe aspekty – komplikacja chronografu i design. O sukcesie zegarka stanowi jednak zdecydowanie ten drugi. Wyposażony (a raczej doposażony – ale o tym za chwilę) w małą sekundę i wskaźnik rezerwy chodu model, a precyzyjniej mówiąc kaliber, stał się wyjściową bazą dla wszystkich pozostałych konstrukcji powstających w Kalbe. Choć testowany egzemplarz to mniejsza z dwóch dostępnych wersji - mająca 39 mm średnicy, 13 mm grubości ze szkłem i 48 mm wysokości (lug-to-lug) - na ręce wygląda i nosi się jak pełne 40 mm. Dopiero przy zmianie na pasek, wypada nieco szczuplej. Niefortunnie, rozstaw uszu to 19 mm, więc przyjdzie nam kupować paski pod wymiar lub wciskać te w rozmiarze 20 mm, które już mamy w swoim posiadaniu.
Pomiędzy zamocowanymi do koperty osłonami znajdziemy ozdobioną niebieskim akcentem i licznymi rowkami koronkę. Prezentuje się bez zarzutu, ale nieco gorzej z wygodą jej użytkowania. Podczas dokręcania i odkręcania rowki dość nieprzyjemnie wbijają się w palce. Ponadto krawędź wewnętrznej części uszu jest według mnie nieco za ostra. Cała reszta, w tym ja, kupuje oczami i jeśli zegarek nie jest ładny, pozostałe elementy przestają mieć większe znaczenie. Testowana wersja DLC Yellow jest w moim odczuciu najsłabszym ogniwem całej kolekcji ze względu na kolorowe szkło. Pod tym względem o niebo lepiej i ciekawiej wypadają modele z serii SA ze szkieletowaną tarczą i ciekawym mechanizmem. Jednak in minus nie mogę nie wspomnieć, że są one jeszcze droższe, niż i tak bardzo drogi model SpidoLite DLC Yellow. Tradycyjnie na prawej stronie koperty znajdziemy koronkę oraz przyciski chronografu, które świetnie współgrają ze smukłą linią całości. Koronka jest wykończona antypoślizgowym żłobieniem, przypominającym trzpienie śrubokrętów zegarmistrzowskich i zwieńczona kotwicą. Przyciski chronografu działają bardzo precyzyjnie i dzięki swojemu kształtowi oraz nacięciom dobrze leżą pod palcem. P.S. Aby być bardziej obiektywnym w ocenie, oto co o popularności marki Panerai sądzi Elizabeth Doerr, wiodąca dziennikarka i autorka publikacji zegarkowych (m.in. WorldTempus, , Forbes): 'Panerai czerpie sporo z przypadkowych w sumie okoliczności jej renesansu. Do momentu 'restartu’ we Florencji w roku 1993 Officine Panerai było stricte militarną marką Włoskiej Armii.
w dowolnie wybranym, innym niż nasze obecne, miejscu na ziemi. Zegarki są de facto (w znakomitej większości) naszymi narzędziami, dostosowanymi odpowiednio do stylu i trybu życia właściciela. replica breitling professional orologi Poza tym nie ma się do czego przyczepić, a czytelność podnosi dodatkowo pokaźna ilość mocno świecącej na zielono luminowy, tworzącej indeksy i wypełnienie wskazówek.