Zupełnie szczerze rzecz ujmując, z początku tak nieszablonowe rozwiązanie nie przypadło mi do gustu, ale to wrażenie z czasem ustąpiło pewnej spójności wizualnej, podbitej ciekawym spektaklem kinetycznym. Widać go co prawda najlepiej kiedy dokręcamy zegarek manualnie, ale nawet przy standardowym, automatycznym procesie nakręcania prezentuje się ciekawie. Zegarek dostępny jest w trzech wersjach: ze srebrnobiałą tarczą i stalowymi indeksami / wskazówkami (ref. 323904), ze srebrnobiałą tarczą i złotymi indeksami / wskazówkami (ref. 323906) oraz czarną tarczą (ref. 323902). replica Richard Mille rm 88 W przypadku 'Żelaznego' podobają mi się jeszcze trzy rzeczy. Po pierwsze wielkość limitacji. 50 sztuk to naprawdę niedużo i mając taki czasomierz faktycznie można poczuć się wyjątkowo. Po drugie, zegarek nie trafi wyłącznie do salonów sprzedaży, ale także na nadgarstki każdego z pilotów Grupy Akrobacyjnej 'Żelazny', stając się tym samym ich oficjalnym czasomierzem. Podczas prezentacji kolekcji Ball zorganizowanej przez rodzimego dystrybutora od razu w oko wpadł mi model na jego nadgarstku, czyli Diver Worldtime. Po pierwsze dlatego, że stanowił połączenie dość rzadko wykorzystywanej funkcji jednoczesnego wskazania czasu w wielu strefach z popularnym diverem, a po drugie wyglądał dość 'zgrabnie' jak na tool-watcha, dobrze prezentując się na ręce. Już na początku tej recenzji nieco odsłoniłem karty pisząc, że Zenith Pilot Flyback Big Date i jego prezentacja w Genewie była jednym z najważniejszych momentów targów Watches & Wonders. Istotnie, zegarek ten trafia dość precyzyjnie w mój gust i oczekiwania względem chronografu w nowoczesnym wydaniu, ale i klasycznej charakterystyce pilota. Jak można się spodziewać po pełnoprawnej manufakturze, wszystkie współczesne zegarki Omega napędzane są kalibrami in-house. Mechanizmy powstają w Bienne, w nowoczesnej manufakturze, którą zresztą mieliśmy przyjemność odwiedzić, a nasze wrażenia opisać TUTAJ.
Mam pewien problem z wyrażeniem, co wywołuje mój absolutny zachwyt HUBLOT’owym KP UNICO All-Carbon. Amerykanie mówią na to 'fun-factor' co w wolnym tłumaczeniu przekłada się na niesamowitą przyjemność z noszenia, oglądania i użytkowania z nieschodzącym z twarzy uśmiechem. Zegarkowa nietuzinkowość w dzisiejszej branży przybiera bardzo różne oblicza i zazwyczaj wychodzi dość groteskowo. MING poszedł własną drogą i trafił w przysłowiową dziesiątkę, jednocześnie tworząc unikatowy styl i świetny produkt. 27. Werk ten pracuje w rytmie 25 200 wahnięć na godzinę i posiada rezerwę chodu wynoszącą około 72 godzin. Porównując tę konstrukcję do innych propozycji na rynku, można by się pokusić o stwierdzenie, że jest to nieco lepszy odpowiednik Powermatica 80 (który z kolei jest mocno zmodyfikowanym następcą ETA 2824-2). Tarczę w kolorze czarnym, otoczoną przez ring minutowy z luminescencyjnymi punktami w miejscu indeksów godzinowych, stanowią głównie spore, białe rzymskie cyfry godzin oraz dwie małe tarcze, ulokowane naprzeciw siebie na godzinach 12 i 6. Ta na górze, otoczona metalowym pierścieniem, to analogowy wskaźnik rezerwy chodu. Zdecydowanie klasyczna, ale nie pozbawiona detali tarcza jest czytelna i stylowa zarazem - odpowiednio, na sportowym poziomie. Nic dodać, nic ująć... no może poza nieco zbyteczną informacją o częstotliwości pracy mechanizmu.
Przy czym niewykluczone, że wkrótce ujrzymy podobną, tyle że droższą propozycję w wersji z in-house’owym kalibrem 400, który oprócz ciekawszej konstrukcji może pochwalić się 5-dniową rezerwą chodu. Calibre 977 to pięknie zaprojektowany, wykonany i wyregulowany mechanizm. Pracujący z częstotliwością 28.800 wahnięć/h balans, precyzyjnie dostrojony przez zegarmistrzów z Vallee de Joux zapewni wartości robocze na poziomie oficjalnie certyfikowanych chronometrów. Pełen naciąg sprężyny gwarantuje 45godzin nieprzerwanej pracy.